Wywiad z Tomaszem Polkowskim

Na dobry początek

Dom Development S.A. zaangażował się w program wspierania samodzielności prowadzony przez Towarzystwo Nasz Dom. Już w czerwcu pierwsi podopieczni wprowadzą się do mieszkania sprzedanego Towarzystwu przez dewelopera. O programie oraz współpracy z Dom Development opowiada prezes Towarzystwa Nasz Dom, Tomasz Polkowski.

Czym zajmuje się Towarzystwo Nasz Dom?

Towarzystwo Nasz Dom jest organizacją pozarządową, jedną 
z najważniejszych w kraju w dziedzinie pomocy dzieciom z domów dziecka. Pomagamy tym, które z różnych powodów już nie mieszkają z rodzicami. Część z nich przebywa w rodzinach zastępczych i tę formę staramy się najbardziej rozwijać. Niestety wiele z nich nadal mieszka w domach dziecka. Z kolei prowadzone przez nas małe "domy dla dzieci", są przykładem zreformowanej, kameralnej opieki instytucjonalnej. W tym przypadku dzieci mieszkają w typowych domach, w maksymalnie 14-osobowych grupach i prowadzą normalne życie, tzn. robią zakupy, gotują, sprzątają. Oczywiście pozostają pod opieką wychowawców, ale nie ma tam administracji i obsługi. Naszym głównym celem jest jednak uchronienie dzieci przed zabraniem z domu. Stosujemy opracowaną przez nas procedurę pracy z rodziną, która ma na celu jej reintegrację. Jeśli jest to jednak z różnych przyczyn niemożliwe - szukamy dla dzieci rodziny zastępczej. W przypadku nastolatków, którzy nie mają szans jej znaleźć, staramy się jak najlepiej przygotować ich do samodzielności. Wiemy, że w zwykłych domach dziecka to przygotowanie wygląda różnie.

Na czym polega ta różnica?

Duże domy słabo przygotowują podopiecznych, ponieważ dzieci mieszkają w licznych grupach, dostają jedzenie w okienku, nie robią zakupów, rzadko same piorą. Najważniejsze jest jednak to, że nie mają obok siebie osób, które mogłyby obdarzyć ich uczuciami i uczyć prawidłowych relacji. Często wychowankowie nie potrafią później utrzymać związków partnerskich, zajmować się dziećmi. My staramy się temu przeciwdziałać. Najważniejszym celem jest dla nas ich rozwój emocjonalny, a następnie przygotowanie do samodzielności. Kiedyś przecież będą musieli sobie radzić sami, bez wsparcia najbliższych. W normalnych rodzinach usamodzielnione dzieci mogą liczyć na przysłowiową zupę czy odrobinę bliskości. Dlatego zależy nam, by nasi podopieczni, którzy tego nie doświadczają, potrafili budować trwałe związki i radzili sobie nawet w najtrudniejszej sytuacji. Dlatego tak bardzo ważny jest okres przejściowy - od momentu wyjścia z domu dziecka czy z domu dla dzieci do pełnego usamodzielnienia się.

I stąd powstał pomysł projektu "Nasza przyszłość"?

Tak. Kilka lat temu powstał pomysł mieszkań dla wychowanków opuszczających dom dziecka. Przecież są wśród nich osoby, które mają duże ambicje, chcą się dalej uczyć, bądź pracują, a nie zawsze mają możliwość realizacji swoich pragnień z powodu braku mieszkania. Uznaliśmy, że właśnie to jest najważniejsze - nie pozwolić tym osobom zginąć na starcie. Projekt "Nasza przyszłość" ma uchronić ich przed bezdomnością, stoczeniem się, albo przed powrotem do destrukcyjnego środowiska, z którego zostały zabrane. Niestety, często dzieci z domów dziecka nie mają gdzie się podziać.

Jak doszło do współpracy z Dom Development?

Jak wiadomo mieszkania są towarem niezwykle drogim, dlatego od pomysłu do jego realizacji minęło sporo czasu. Pewnego dnia do Towarzystwa Nasz Dom zgłosił się Dom Development. Okazało się, że jest to bardzo efektywna, operatywna firma, która chce przekazać mieszkanie. Złapaliśmy szczęście za nogi i - udało się! Przedstawiliśmy deweloperowi różne pomysły, propozycje, rozwiązania i wspólnie wybraliśmy program, który obecnie realizujemy. Zdaję sobie sprawę, że sprzedane mieszkania to nie jest łatwa decyzja. Dlatego będziemy starali się udowodnić (razem z naszymi podopiecznymi, którzy tam zamieszkają), że rzeczywiście jesteśmy tego warci, że można w nas inwestować i ewentualnie dalej z nami współpracować.

Jak wybiorą Państwo osoby, które zamieszkają w mieszkaniu sprzedanym przez Dom Development?

Osoby, które będą chciały tam zamieszkać, muszą wziąć udział w konkursie. To jest jednocześnie konkurs dla ich opiekunów, swoisty sprawdzian, jak przygotowali swoich podopiecznych do samodzielności. Chodzi o to, żeby osoby zainteresowane pokazały nam pewien plan. Powinny wiedzieć, co chcą osiągnąć i jakimi środkami oraz dlaczego jest im do tego potrzebne mieszkanie w Warszawie. Tam nie może mieszkać ktoś, kto nie ma pomysłu na życie. Muszą też zaakceptować bardzo prosty regulamin - nie chodzi absolutnie o to, żeby tworzyć jakiś zakon. My też lubimy się bawić, ale pewne podstawowe zasady muszą być przestrzegane. Oczywiście warunkiem koniecznym jest praca lub nauka, a najlepiej i jedno, i drugie. Częściowo będą pokrywać koszty utrzymania mieszkania. Towarzystwo nie ma oczywiście zamiaru na nich zarabiać, chodzi raczej o świadomość, ile wynosi czynsz, jak duże są opłaty eksploatacyjne itp. Wszystkie wnioski konkursowe rozpatrzymy 19 maja, wtedy spotkamy się z osobami, które zgłoszą chęć zamieszkania i na podstawie rozmów z nimi podejmiemy decyzję. Chcemy, by mieszkały tam maksymalnie cztery osoby jednej płci, będą to prawdopodobnie dziewczynki - tak wynika ze zgłoszonych już wniosków.

Czy podopieczni otrzymają ten lokal "dożywotnio"?

Nie, nasz plan jest taki, by mieszkali w nim do czasu pełnego ustabilizowania się ich sytuacji. Oczywiście w tym czasie będą pozostawać pod dyskretną opieką. Z naszej strony opiekę sprawować będzie Sylwia Borowiec - ktoś w rodzaju przyjaciela domu czy "cioci", która, czasem wpadnie z wizytą, doradzi lub pomoże rozwiązać ewentualne konflikty. Nie chodzi tu o żadną kontrolę, ale o wsparcie.

Co się stanie, jeśli ktoś przestanie przestrzegać tych zasad?

Jeśli ktoś nagle "odpuści", czyli przestanie się uczyć, rzuci pracę i nie będzie przejawiał chęci zmiany tej sytuacji, to niestety będzie musiał się z nami pożegnać.

Kiedy wprowadzą się lokatorzy?

Mieszkanie otrzymaliśmy w marcu. W tej chwili trwa jego adaptacja do potrzeb nowych lokatorów: została wymieniona podłoga, zakładane jest nowe oświetlenie, żaluzje. Właśnie wybieramy projekt kuchni. Nie będą to żadne luksusy, chcemy, żeby nadawało się ono do zamieszkania. Być może na początku trzeba będzie spać na materacach. Ale podwyższenie tego standardu pozostawiamy w rękach mieszkańców. My zapewniamy im jedynie tyle, ile młody człowiek ma na początku dorosłego życia. Myślę, że wybrane osoby wprowadzą się do mieszkania na początku czerwca.

Jakie są inne formy wspierania samodzielności oferowane przez stowarzyszenie?

W tej chwili mamy program stypendialny, który przygotowuje też do samodzielności: pomagamy finansować różnego rodzaju kursy, szkolenia czy szkoły dla dorosłych. Nie mamy na razie złych inwestycji, takich, które by nam się nie udały. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że z różnego rodzaju sytuacjami możemy mieć do czynienia, ponieważ osoby, którymi się opiekujemy, są bardzo poturbowane życiowo, mają bardzo niskie poczucie swojej wartości. I dlatego tym bardziej należy im się pomoc.

Dziękuję za rozmowę.



Data publikacji: 09.04.2012